Bóg, który klęka

Wielki Czwartek: J 13, 1-15

Czy rozumiecie, co wam uczyniłem?

Wyobraź sobie kogoś, kto wie, że za kilka godzin umrze. Co byś zrobił na jego miejscu? Dzwonił do bliskich? Pisał listy? A może po prostu ukląkł i mył komuś nogi?
Właśnie to zrobił Jezus. Wiedział – czytamy wprost – że „nadeszła godzina”. Wiedział o zdradzie. Wiedział o krzyżu. I zamiast zasiąść na tronie, który Mu się po stokroć należał, przykucnął przy stopach tych, którzy za chwilę mieli uciec, zaprzeć się, zdradzić.

To nie jest obrazek z pobożnej pocztówki. To powinno wytrącić nas z równowagi.

Jezus nie umył nóg dlatego, że „tak się powinno”. Zrobił to, bo umiłował swoich „do końca” – po grecku eis telos – bez granic, bez warunków. Ta miłość nie czeka, aż na nią zasłużysz. Ona po prostu klęka. I to właśnie jest serce chrześcijaństwa – nie zestaw zasad, lecz Bóg, który schodzi na kolana, żeby dotknąć twojego błota.
Pamiętasz reakcję Piotra? „Nigdy nie będziesz mi umywał nóg!” Rozumiem go. Trudno jest przyjmować miłość, której się nie zarobiło. Wolimy kontrolować – dawać albo brać na własnych warunkach.

Ale Jezus mówi coś niepokojącego: „Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną.” Zjednoczenie z Nim zaczyna się od zgody na bezradność. Od pozwolenia, by ktoś przykucnął przy twoich stopach. Zmartwychwstanie nie odwołało tamtego gestu. Uwiarygodniło go na zawsze.
Czy dziś pozwalam się dotknąć?

Możesz również polubić…